Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 
39817884_6989d161a2_bW swoim kręgu znajomych i w rodzinie znana jestem z tego, że mam ogromne pokłady cierpliwości, dobre serce i ogólnie trudno wyprowadzić mnie z równowagi. Jest to prawda, jestem osobą spokojną, zupełnie niekonfliktową, która ma mnóstwo zrozumienia dla wszystkich i wszystkiego.

No, prawie wszystkiego. Są sprawy, rzeczy, które mnie zwyczajnie denerwują. Nie chodzi mi tu wcale o jakieś wielkie, podniosłe tematy, jak denerwujący politycy (akurat ten temat mnie zupełnie nie interesuje, choć miałabym kilka gorzkich słów do powiedzenia, jak każdy), ogólna niesprawiedliwość, czy zarobki nijak się mające do cen. Mnie denerwują rzeczy mające mniejszą wagę, zupełnie niedrażliwe dla innych ludzi.

Przede wszystkim denerwuje mnie przerośnięte ego wielu osób, ich butność, wywyższanie się ponad innych. Szczególnie drażni mnie to w takich prostych sprawach, jak powiedzmy ubiór. Dlaczego szydzi się z ludzi, którzy są "taniej" ubrani? Nie rozumiem tego i nigdy nie pojmę. Są ludzie, którzy po prostu muszą mieć markowe ciuchy, markowe buty, markowe torebki, markowe dodatki, markowe wszystko (to już nie wystarczy, że każdy Marek ma wszystko markowe? ;)), bo inaczej są chorzy. I chodzą tacy "oznakowani" przez te swoje ukochane marki i kłują w oczy ilością pasków, czy znaczków. A ja często zaglądam do secondco-mnie-denerwuje handów i w ogóle się tego nie wstydzę. Uwielbiam torebki i jeśli podoba mi się jakaś markowa, szukam jej tańszego odpowiednika. Jedna moja torebka z frędzlami jest wprost identyczna jak inna, markowa, całe 50 zł droższa. Wyznaję zasadę, że wolę kupić kilka rzeczy bez firmowej metki, niż jedną drogą, ale markową.

Ogromnie denerwuje mnie również częsta zamiana miejsc produktów w super, czy hipermarketach. Wiem, co to ma na celu, ale drażni mnie to jak mało co, kiedy idę po pastę do zębów, a na jej miejscu tym razem są dezodoranty. Myślę: "Aha, czyli tam gdzie były dezodoranty, teraz pewnie są pasty do zębów!". Biegnę slalomem wśród półek, ale gdzie tam, na dawnym miejscu dezodorantów są teraz szampony. Szlag mnie trafia, pytam panią z obsługi, gdzie do diabła są pasty, a ona wskazuje mi półkę z niechęcią, że śmiałam w ogóle zawracać jej głowę. Cała moja cierpliwość ulatuje w takich sytuacjach w siną dal.

Na moje nerwy wpływa także inna sytuacja, która powtarza się tak często, że jest to już nudne, a co najgorsze, do tej pory nie nauczyłam się na błędach jej unikania. Chodzi o to, że zabieram się za gotowanie, przykładowo wstawiam ziemniaki, kaszę, podsmażam coś, gotuję zupę, etc. I nagle, w trakcie tych czynności, dzwoni telefon. Koleżanka, kolega, mama, siostra, nieważne kto, ważne że zawsze odbieram, siadam w fotelu i zapominam o wszystkim innym oddając się rozmowie. Całe szczęście, jeżeli pogawędka trwa 10 minut, gorzej, kiedy się rozgadamy i okaże się, że minęła godzina, a w mojej kuchni czuć spalenizną, kuchenka jest zalana zupą, która wykipiała z garnka albo pieczone w piekarniku ciasto nadaje się do wyrzucenia. Zapominam i już, nie jestem w stanie się nauczyć, że kiedy dzwoni telefon, powinnam wyłączyć gaz.

To jest tylko kropla w morzu takich niby niewinnych, ale frustrujących rzeczy i sytuacji, które wyprowadzają mnie z równowagi. Gdybym miała wymienić wszystkie, pewnie powstałaby książka. Aha! Denerwuje mnie jeszcze sam fakt denerwowania się takimi głupotami, jak te powyżej i innymi w podobnym stylu, bo nerwy to czysta strata czasu :) Życzę spokoju i pogody ducha zawsze i wszędzie! Szczególnie nam - samotnym rodzicom!