Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 
 

Więc po co uczyć dzieci oszczędzania? 

 

Nie lepiej, aby żyły jak pączki w maśle i miały wszystko co sobie zamarzą? 
A marzą o wielu rzeczach - ostatecznie telewizyjne reklamy uświadamiają je co powinny mieć, a czego jeszcze nie mają. Dodatkowo internet, rozmowy z rówieśnikami czy rodzicami też pomagają dziecku w szybkim znalezieniu kolejnej zachcianki.
Więc nie lepiej abyś Ty rodzicu zasuwał 6 - 7 dni w tygodniu, kilkanaście godzin na dobę - aby Twoje dziecko mogło pokazać się z najnowszym telefonem, albo w markowych ubraniach. Oczywiście nie tylko ono - dla Ciebie też może to być ważne. Ewentualnie aby mogło po wakacjach powiedzieć - a my w tym roku byliśmy na wakacjach na Capri, Wyspach Kanaryjskich itp, itd. 
 
I oczywiście ani chwili nie poświęcić na rozmowę z dzieckiem, ile te dobra kosztują Twojego czasu. Ty jako rodzic pieniądze po prostu masz zapewnić rodzinie - bez względu na takie koszty jak czas. Czas - który mógłbyś spędzić z dzieckiem, na wspólnej zabawie, rozmowie, po prostu na byciu razem.
Nie lepiej zapewnić mu wszystko, niż zastanawiać się, po co uczyć dzieci oszczędzania?
Ostatecznie - w chwili gdy potrzeby będą większe niż Twoje zasoby rodzicu - zawsze można się posiłkować pożyczką, kartą kredytową. Bank chętnie pożyczy Ci pieniądze, a Ty w dalszym ciągu możesz dziecku zapewnić kolejną niezbędną rzecz . Ale - wszystko ma swoje konsekwencje - kolejna zabawka w domu - to także więcej rodzica w pracy, a mniej w domu. Oraz ciężko zapracowane pieniądze oddane za friko bankom w postaci opłat czy odsetek.
 
Po tym wstępie mam nadzieję, że widzicie do czego zmierzam i co chcę Wam przekazać.
 
Dla jasnościNie mam aspiracji, a tym bardziej doświadczenia czy wykształcenia, by kreować się na guru i wszechwiedzącą osobę z zakresu edukacji finansowej dzieci. Za to od 11 lat jestem matką. I ta ciągle nowa dla mnie rola społeczna sprawiła, że staram się być dzień w dzień lepszą wersją siebie właśnie dla dzieciaków. Oraz staram się jak najlepiej przygotować dzieciaki do dorosłego życia. Także pod kątem edukacji finansowej. 
 
Jeszcze kilka lat temu utknęłam w przekonaniu - jestem matką - muszę zapewnić swoim dzieciom wszystko, co najlepsze. Tak jak nie miałam problemu odmówić czegoś sobie - tak dzieciom gwiazdkę z nieba bym ściągnęła - bez względu na koszty. Tyle tylko, że ta gwiazdka z nieba okazywała się kolejną zabawką. Zabawką, którą moje dzieciaki pobawiły się kilka dni - by za chwile już marzyć o kolejnej rzeczy.
 
Po jakimś czasie zauważyłam - że mimo ogromnej ilości gadżetów w pokoju - córki najbardziej cenią czas spędzony z nami - rodzicami. Na wspólnych zabawach, rozmowach, atrakcjach - które kosztowały znacznie mniej pieniędzy, a znacznie więcej czasu. I te wspólne wyprawy były znacznie dłuższym tematem rozmów niż zabawka. 
Dodatkowo - kolejna spełniona zachcianka sprawiała, że córy coraz mniej szanowały to co miały, a coraz szybciej i częściej podążały za następnymi rzeczami umieszczonymi na półkach sklepowych. Gdy widziały, że ulegamy ich prośbom, namowom lub tyradom w sklepie - stosowały je coraz częściej. I w sposób coraz bardziej widowiskowy. Szczególnie młodsza do perfekcji opanowała krzyki, płacze i rzucanie się na podłogę.
 
Znacie to? 
Ja też miałam okazję poznać :)
 
Żyjemy w świecie, w którym żyjemy. Pokus jest całe mnóstwo. Ciężko oprzeć się im rodzicom - dzieciom tym bardziej.
I jeśli nie pomożemy naszym pociechom od małego zrozumieć o co w tym całym finansowym świecie chodzi - na starcie znajdą się na gorszej pozycji.
Będą w miejscu - w którym wszelkiego rodzaju doradcy finansowi oraz firmy marketingowe i sprzedażowe będą mamić Twoje dziecko szybkimi i "prawie" bezkosztowymi kredytami, kartami, pożyczkami.
Będą korzystać z ich niewiedzy, by przekonać że najważniejsze jest życie tu i teraz, najlepiej na pokaz i ponad stan możliwości finansowych.
Będą ułatwiać spełnianie kolejnej zachcianki.
Oczywiście nie za darmo (ale kto by czytał ten mały druczek w umowach).
W efekcie Twoje ukochane dziecię ma ogromne szanse na zostanie wspólczesnym niewolnikiem. Na życie, w ciągłym stresie, gdzie ktoś inny dyktuje mu warunki jak ma żyć i na co się zgadzać. 
Gdzie najważniejsza jest pensja - bo brak dochodu choćby przez jeden miesiąc - może doprowadzić do katastrofy finansowej i braku wypłacalności.
Gdzie kwoty do spłaty kredytów i pożyczek dyktują warunki życia, tematy rozmów w pracy i po pracy, stan emocji w rodzinie.
Gdzie jedna nieprzewidziana sytuacja - stłuczka, awaria pralki lub lodówki- rośnie do rangi problemu i staje się powodem rodzinnych awantur.
Skąd to wiem?
Sama przerabiałam tą drogę i sama popełniałam te błędy. I kilka lat mi zajeło naszej rodzinie wydostanie się z tej sytuacji.
Dzisiaj - z bagażem doświadczeń - chciałabym - aby moje dzieciaki i także Twoje ;) miały lepiej. Były lepiej przygotowane do finansowej podróży w dorosłość. A to z kolei wiąże się z oszczędzaniem i odkładanie gratyfikacji w czasie.
Więc jak? Chcesz wiedzieć

Po co uczyć dzieci oszczędzania?

  • By pokazać im - że można żyć inaczej
  • By pokazać że mieć - wcale nie oznacza być
  • By uzmysłowić dzieciakom - że pieniądze nie biorą się z powietrza. Są wynikiem pracy rodziców - która zawsze jest czasochłonna. A to z kolei oznacza, że wymieniasz czas z rodzicem na zabawkę. Wiele dzieciaków nie zdaje sobie z tego sprawy. I dopóki Ty rodzicu nie uświadomisz dziecku tej zależności - nie ma pojęcia jaka jest prawdziwa cena kolejnego gadżetu w domu.
  • By nie zrobić dziecku krzywdy. Skoro od najmłodszych lat utwierdzasz je w przekonaniu, że jest najważniejsze i na pierwszym miejscu - będzie żyło w takim przeświadczeniu i w życiu dorosłym. A wszelkie porażki - będą katastrofą życiową, a nie sposobem na naukę i wyciągnięcie wniosków
  • By nauczyć dziecko cierpliwości i szacunku dla pracy i czasu jaki został nam dany na tym świecie
  • By potrafiły zastanowić się co jest dla nich ważne i nie poświęcały całego swojego życia na spełnianie zachcianek
  • By mogły nauczyć się obsługiwać przysłowiową wędką, a nie czekały cały czas na kogoś, kto zapewni im kolejną rybę
  • By nie wychować roszczeniowego, młodego człowieka, który wychodzi z założenia, że wszystko mu się należy
  • By mieć w dzieciach oparcie w okresie życia, kiedy to my będziemy potrzebowali wsparcia
  • I jeden z najważniejszych punktów dla mnie. By ceniły swoją wolność i niezależność - także tą finansową bardziej niż zabawki i gadżety, które oferuje im świat.
 
Czy jest to łatwe? 
Absolutnie nie - znacznie łatwiej wspólny czas na zabawę i naukę jest zastąpić kolejnym reklamowanym produktem.  Wierzę jednak, że może ten wpis choć trochę zmobilizuje Was do refleksji i być może tych trudniejszych rozwiązań związanych z wychowywaniem dzieci i nauką oszczędzania.
 
Ps. Jeśli podobał Ci się ten artykuł  lub znasz kogoś, kogo mogłabym zainteresować tym wpisem - zapraszam do odwiedzenia mojego bloga na którym znajdziesz ten artykuł oraz wiele więcej ;) - w całości poświęconego edukacji finansowej i ekonoimicznej dzieci - mamonik.pl.